Jest jednym ze „szczęśliwców”. Matterhorn dał mu większą szansę na wyleczenie
Czuł się w pełni sił, pracował – a praca związana z naprawą jachtów była jednocześnie pasją i hobby – cieszył rodziną. Jedynymi dolegliwościami w ostatnich miesiącach, jakie odczuwał, były sporadyczne bóle żołądka, co wiązał raczej z błędami w diecie. Co prawda trochę schudł, ale tłumaczył to tym, że mniej jadł. Wizyta u lekarza rodzinnego była raczej uspokajająca, ale na wszelki wypadek lekarz zalecił wykonanie gastroskopii, bo „może to wrzody”.
– Gastroskopia była wykonana na zasadzie „warto sprawdzić, może nic szczególnego, a może wrzody żołądka”. Jeszcze na początku badania lekarz żartował, że „pewnie zobaczymy jakiś wrzód, albo w ogóle nic”, ale potem nagle spoważniał. Pobrał bardzo dużo wycinków i od razu po badaniu, nie czekając na wyniki, umówił mnie na wizytę do chirurga w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie – opowiada Adam Jankowski.
Od tego momentu wszystko zaczęło potoczyło się w bardzo szybkim tempie. Już po tygodniu został przyjęty na oddział chirurgiczny. Kolejne badania: histopatologia z wycinków pobranych w trakcie gastroskopii, tomografia komputerowa potwierdziły diagnozę – miejscowo zaawansowany rak żołądka, na szczęście bez przerzutów odległych.
W chwili diagnozy miał 57 lat. I nigdy wcześniej nie myślał, że może zachorować na raka. – Uważałem się za osobę zdrową. Żyłem pracą, zwłaszcza, że jest ona jednocześnie moim hobby, i rodziną. Owszem, czasem słyszałem, że ktoś z kolegów lub bliskich ma podejrzenie raka czy nawet zachorował, jeśli jednak chodzi o mnie, to była ostatnia rzecz, o której myślałem. Gdy usłyszałem diagnozę, trochę mnie zmroziło – wspomina Adam.
Lekarze od początku mówili, że mam dużą szansę na wyleczenie
Na początku był lęk, jak u każdej osobie, która słyszy taką diagnozę. Bardzo pomogło wsparcie rodziny, żony, która starała się zdobyć jak najwięcej informacji o chorobie, córek. Pomocne okazały się też rozmowy z psychologiem. Jednak największą nadzieję dawały słowa lekarzy, że w jego przypadku rak został wykryty na takim etapie, kiedy nie mówi się o „przedłużaniu życia”, tylko o szansie na wyleczenie. Choć lekarze nie ukrywali, że leczenie będzie trudne, ponieważ trzeba usunąć cały żołądek, jak również konieczne jest leczenie przed- i pooperacyjne, co zwiększa szansę na wyleczenie.
– Rak żołądka to nowotwór agresywny o szybkim przebiegu i wysokim ryzyku przerzutów. Najczęściej diagnozowany jest na etapie, kiedy już daje dolegliwości. O ile choroba jest miejscowo zaawansowana, czyli nie ma przerzutów odległych, chorych można wyleczyć. Leczenie jest trudne, konieczne jest leczenie skojarzone, przy współpracy chirurga i onkologa klinicznego – zaznacza prof. Piotr Wysocki, onkolog, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii Collegium Medicum UJ.
Leczenie „kanapkowe” z szansą na wyleczenie
Leczenie raka żołądka w tym stadium nazywane jest często „kanapkowym”: ponieważ operacja znajduje się między dwoma etapami leczenia systemowego – jednym przed zabiegiem i drugim po nim. Obecny standard w Polsce to cztery cykle chemioterapii przedoperacyjnej, następnie operacja usunięcia żołądka wraz z otaczającymi węzłami chłonnymi, a później kolejne cztery cykle chemioterapii. Po to, żeby zwiększyć szansę na wyleczenie, lekarze zaproponowali Adamowi udział w badaniu klinicznym, w którym do chemioterapii dodawany jest nowoczesny lek z grupy immunoterapii.
– Zasugerowali, że klasyczną chemioterapię (FLOT) można wspomóc immunoterapią. Zgodziłem się. Od samego początku lekarze mówili, że głównym celem jest całkowite pozbycie się raka z organizmu. Dodanie immunoterapii miało za zadanie wspomóc organizm w zwalczeniu pozostałych komórek nowotworowych – mówi Adam.
– Na początku choroby pewne rzeczy nie do końca sobie uświadamiałem, żona i córki chyba bardziej niż ja to wszystko przeżywały. Ja miałem inne podejście: spotkała mnie choroba i muszę sobie z nią poradzić – dodaje.
Znakomita odpowiedź na leczenie
Leczenie zaczęło się od czterech wlewów chemioterapii i dwukrotnego podania immunoterapii. Potem była operacja usunięcia żołądka. – Po operacji miałem otrzymać cztery kolejne podania chemioterapii z dwoma podaniami immunoterapii, a następnie już samą immunoterapię, zaś całe leczenie systemowe miało trwać w sumie nieco ponad rok. Przyznam jednak, że chemioterapia dała mi w kość, zwłaszcza pooperacyjna. Doszło do dużego spadku odporności, dlatego po dwóch wlewach chemioterapii lekarze uznali, że na razie ją zakończymy, jednak immunoterapia była kontynuowana i przyjmuję ją cały czas. Bardzo dobrze ją znoszę, nie odczuwam żadnych skutków ubocznych – zaznacza Adam.
Odpowiedź organizmu na leczenie przedoperacyjne okazała się znakomita. Wynik badania usuniętego żołądka okazał się lepszy, niż spodziewali się lekarze. Po intensywnym leczeniu przed operacją w tkankach znaleziono już tylko pojedyncze komórki nowotworowe. To oznaczało, że rak niemal całkowicie ustąpił jeszcze przed zabiegiem.
– Jak powiedział mi lekarz, w usuniętym materiale tkankowym znaleziono jedynie pojedyncze komórki nowotworowe, czyli leczenie bardzo dobrze poradziło sobie z chorobą. Teraz działa jeszcze immunoterapia: wzmacnia układ odpornościowy, żeby mógł on „dobić” ewentualne pozostałości raka i zapobiec odrodzeniu się kolejnych komórek nowotworowych – opowiada Adam.
Choroba zmienia życie, ale ono jest po prostu inne
Minęły już 3 miesiące od operacji usunięcia żołądka. Powoli wraca do rzeczy, które były dla niego ważne przed chorobą. Z powodu usunięcia żołądka musiał zmienić tryb odżywiania.
– Życie jest inne, ale to nie oznacza, że gorsze. Nie mam żołądka, dlatego muszę jeść mniej, za to częściej, nawet 5-6 razy dziennie, i wolniej. Mówię, że to taki „slow food”, a jak slow food, to też trzeba prowadzić nieco wolniejsze życie. Może to i lepiej, że trochę spokojniej; trzeba czasem w życiu zwolnić. Wcześniej praca była dla mnie najważniejsza, dziś zeszła na dalszy plan. Ważniejsze jest przebywanie z żoną, z córkami. Starsza studiuje, młodsza jest w szkole podstawowej – zaznacza.
Cieszą go to zwykłe rzeczy: że może spędzić czas z rodziną, zawieść młodszą córkę do szkoły, czy teraz, w czasie wakacje iść z nią do parku. Pójść po zakupy, popatrzeć na ukochane jachty.
Wie, że dzięki udziałowi w badaniu klinicznemu i zastosowanie dodatkowo immunoterapii jego szanse na wyzdrowienie wzrosły.
– Od samego początku słyszałem, że mam szansę wyzdrowieć i na to postawiłem. Lekarze mieli takie podejście, że wszyscy mamy do wykonania swoje zadanie. Ja mam w tym pomóc, zmieniając w pewien sposób swoje życie, podejście do sposobu żywienia – dodaje.
Rak żołądka: lekarze i pacjenci czekają na nowe możliwości leczenia
Obecnie w Polsce standardem leczenia w tym stadium raka żołądka jest stosowanie przed operacją oraz po operacji wyłącznie chemioterapii. Pacjenci, którzy brali udział w badaniu klinicznym, otrzymali dodatkowo immunoterapię. – Badanie kliniczne Matterhorn wykazało, że leczenie „kanapkowe” jest jeszcze skuteczniejsze, jeśli do chemioterapii doda się immunoterapię. Od połowy marca 2026 roku chemioimmunoterapia (4 kursy przedoperacyjnej chemioterapii FLOT z 2 podaniami immunoterapii opartą o durwalumab oraz 4 kursy FLOT pooperacyjne z 2 podaniami immunoterapii, a następnie kontynuacja durwalumabu w monoterapii przez 10 miesięcy[AC1.1]) jest zarejestrowaną strategią postępowania okołooperacyjnego w Unii Europejskiej, a światowe wytyczne np. NCCN już uwzględniają ten sposób leczenia jako obowiązujący standard – mówi prof. Piotr Wysocki.
Obecnie taka terapia nie jest jeszcze refundowana w Polsce. Środowisko medyczne liczy na jej szybkie udostępnienie pacjentom, ponieważ istotnie zwiększa szansę na wyleczenie. Z perspektywy systemu ochrony zdrowia oznacza to również mniejsze koszty w przyszłości – skuteczne leczenie na etapie choroby miejscowej pozwala odroczyć lub uniknąć znacznie droższego leczenia paliatywnego u chorych z nawrotem nowotworu.
Adam mówi, że jeśli poznałby osobę, która właśnie usłyszałaby diagnozę raka żołądka, powiedziałby, że przede wszystkim nie można się załamywać. – Jeśli chorobę wykryje się w miarę szybko, jak to było w moim przypadku, to jest szansa na wyleczenie. Nie ma co się poddawać – podkreśla.
Nazwa badania klinicznego nie jest przypadkowa. Matterhorn to jeden z najtrudniejszych szczytów Europy. Jego zdobycie wymaga przygotowania, determinacji i wsparcia całego zespołu. Podobnie jest z leczeniem miejscowo zaawansowanego raka żołądka: droga do wyleczenia jest długa i wymagająca. Wyniki badania MATTERHORN pokazują jednak, że dzięki nowoczesnej immunoterapii coraz więcej pacjentów może mieć szansę dotrzeć do tego celu.